Są książki, które czyta się szybko, i takie, które czyta się wolno – nie dlatego, że są trudne, ale dlatego, że co chwilę chce się zatrzymać. Cały ten błękit należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
To opowieść o drodze – tej dosłownej i tej najważniejszej, wewnętrznej. Główny bohater, Émile, dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. Zamiast leczenia wybiera ucieczkę w podróż kamperem, w góry, z dala od ludzi i świata. Towarzyszy mu Joanne – dziewczyna, która również coś zostawia za sobą. Razem jadą donikąd, a jednocześnie bardzo blisko tego, co w życiu najważniejsze.
Nie jest to książka „o chorobie”, choć choroba jest w niej obecna. To raczej opowieść o życiu: o stracie, o lęku, o miłości, o potrzebie bliskości i o tym, jak bardzo chcemy być widziani i zrozumiani. Autorka pisze prostym, czułym językiem, bez patosu i moralizowania. Dzięki temu historia porusza jeszcze mocniej – bo wydaje się prawdziwa.
Dużym atutem powieści są opisy natury. Góry, cisza, przestrzeń – wszystko to tworzy tło, które koi, ale też zmusza bohaterów (i czytelnika) do konfrontacji z własnymi myślami. To książka, która potrafi wzruszyć, ale daje też spokój. Nie przygniata – raczej zostawia z refleksją i ciepłem.
Cały ten błękit polecam osobom, które lubią historie o relacjach, emocjach i sensie życia. To idealna lektura na moment, gdy chcemy zwolnić, pomyśleć i po prostu pobyć chwilę z dobrą książką.
źródło: własne

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz