To historia Franciszki i kilku pokoleń kobiet, których życie związane jest z położnictwem. Zaczynamy w XIX wieku, na małopolskiej wsi, gdzie narodziny dziecka nie zawsze były wydarzeniem pełnym radości. Często oznaczały strach, ból, ryzyko i walkę o życie matki i dziecka.
Autorka bardzo sugestywnie pokazuje codzienność ówczesnych kobiet – ich ciężką pracę, biedę, małżeństwa, macierzyństwo, ale też ogromną siłę i wzajemną solidarność. Nie idealizuje dawnej wsi. Jest tu dużo trudnych i bardzo dosadnych scen, również opisów porodów, ale właśnie dzięki temu ta historia wydaje się tak prawdziwa.
Najbardziej podobało mi się to, że „Akuszerki” to nie tylko książka o porodach. To przede wszystkim opowieść o kobietach, ich życiu, wyborach i tym, ile potrafiły znieść. A przy okazji dostajemy kawał świetnie pokazanej historii Polski – od końca XIX wieku aż po czasy powojenne.
To spora książka, licząca niemal 700 stron, ale jeśli damy jej szansę, bardzo łatwo wciągnąć się w świat Franciszki i jej bliskich.
Jeśli lubicie sagi rodzinne, historię i mocne, prawdziwe opowieści o kobietach – warto po nią sięgnąć.
źródło: własne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz